2.1.16

Warszwskie klimaty

Koniec roku był również końcem działalności centrum handlowo - usługowego Universam Grochów. Gdy został oddany do użytku pod koniec lat siedemdziesiątych, był najnowocześniejszą przestrzenią handlową w Polsce. W ciągu prawie czterdziestu lat obrósł w reklamy, bazarek i targowisko. Teraz okolica wygląda przygnębiająco.

Minionego lata miałam okazję przyjrzeć się dokładniej tej budowli. Zainteresowało mnie wnętrze a szczególnie znajdujące się tam rośliny doniczkowe. Miały po kilkanaście lat i niektóre z nich były gigantyczne.
Parę dni temu zwiedzając budynek po raz ostatni zauważyłam w salonie fryzjerskim piękne difenbachie. Postanowiłam tam wrócić. Dzień był słoneczny i mroźny. Rośliny z bliska wyglądały imponująco. Było widać, że czują się tam doskonale a zapach szamponów i płynów do ondulacji włosów im służy. Całe pomieszczenie było wypełnione słońcem, pachniało czystością, Panie fryzjerki były uśmiechnięte, a ja przez chwilę cofnęłam się w czasie.

photos by Gray Cat Can Fly

28.12.15

Budapeszt

Wieczory spędziłam przesiadując w knajpach i termach. Spacerowałam w miłym towarzystwie podziwiając architekturę. Węgierskiego gulaszu nie udało mi się spróbować ale zjadłam pyszną zupę z ryb słodkowodnych. Budapeszt jest piękny i chciałabym tam jeszcze wrócić.

photos by Gray Cat Can Fly

15.12.15

Zima

Mam słabość do kaszmirowych swetrów. Zimą są dla mnie niezbędne. Wytrzymałość, wygoda, lekkość i ciepło jakie daje ten rodzaj wełny są jedyne w swoim rodzaju. Wadą jest cena. Dobrą alternatywą w poszukiwaniu tego cennego surowca są second - handy. Bywając w Nowym Jorku miałam o tyle ułatwioną sytuację, że dobrze zaopatrzonych miejsc tego typu nie brakowało. Bez większego wysiłku udało mi się zdobyć kilka kaszmirowych perełek. Kupowałam również swetry z dziurami tylko dlatego, że były wyjątkowo miękkie. Miałam parę dziwnych pomysłów co można byłoby zrobić z takiego swetra, ale żaden nie doczekał się realizacji. Któregoś zimowego wieczoru wpadła mi do głowy prosta myśl; może spruję taki sweter i zrobię coś nowego. Nitka była gruba i samo prucie poszło zadziwiająco łatwo. Mając 400 gramów włoskiego kaszmiru postanowiłam przypomnieć sobie jak robi się na drutach. W ciągu dwóch tygodni zrobiłam szal. Zachęcona efektami poszłam dalej i inny sweter o archaicznym kształcie przerobiłam na czapkę. Zaczęłam kupować swetry duże, małe, z dziurami lub bez. Ważne było, aby kaszmir z którego są zrobione był w dobrym stanie. Prałam, prułam i zwijałam kilka nitek w kłębek tak aby przędza była gruba. Mając tak wspaniałą wełnę robienie na drutach to już była czysta przyjemność. Do tej pory zrobiłam około 30 czapek, które okazały się wspaniałym prezentami.

Już niedługo niebieska czapka poleci ze mną do Budapesztu. To prezent dla wysokiego blondyna. Wieczory są teraz chłodne więc mam nadzieję, że upominek będzie trafiony : )

photos by Gray Cat Can Fly